Dziecko dla prawidłowego rozwoju potrzebuje domowej, rodzinnej atmosfery.
Idea wciąż aktualna
STO LAT RODZINNYCH DOMÓW DZIECKA
W 2008 roku będziemy obchodzić 100-lecie rodzinnych domów dziecka, jeżeli przyjmiemy, że pierwszym rodzinnym domem, a raczej jego pierwowzorem na ziemiach polskich, było Gniazdo Sieroce. Pierwsze Gniazdo powstało w 1908 roku w Stanisławczyku pod Przemyślem. Zorganizował je i przez dwa lata prowadził Kazimierz Jeżewski – twórca koncepcji gniazd sierocych i wiosek kościuszkowskich.
Kazimierz Jeżewski był pasjonatem idei rodzinnego wychowania sierot i dzieci porzuconych. Żył w latach 1877 – 1948, z wykształcenia był ekonomistą, studiował w Danii i w Szwajcarii, pochodził z wielodzietnej rodziny, miał siedmioro rodzeństwa. Znał więc warunki wychowania w rodzinie wielodzietnej z „własnej praktyki”. Potrafił także obliczyć, co jest opłacalne i może właśnie dlatego propagował wychowanie dzieci porzuconych w małych placówkach rodzinnych – w Gniazdach Sierocych.
Kazimierz Jeżewski mówił o sobie: teoretykiem pedagogiem nie jestem, program swój stworzyłem jako zawodowy społecznik i ekonomista mający na widoku przede wszystkim sprawę kultury wsi naszej, sprawę ludu polskiego.[1]Działalność społeczną rozpoczął w 1905 r. w Komitecie Sienkiewiczowskim (później nazwanym Obywatelskim), który powstał dla niesienia pomocy głodującym wówczas mieszkańcom Warszawy. W 1906 r. Komitet przekształcił się w Towarzystwa Opieki nad Dziećmi, w którym K. Jeżewski najpierw pełnił funkcję sekretarza generalnego, a następnie wiceprezesa. O tym, jakie miejsce i jaką rolę pełniło wtedy Towarzystwo, świadczy choćby liczba osób zaangażowanych w tę działalność: w Warszawie w 1906 roku liczyło ono 50 tys. członków.
Tak pisał o swojej działalności w tym okresie: stopniowo ujmując starszym, braliśmy w opiekę dziatwę, niewinną temu, że rodzice ich pracować nie chcieli lub istotnie nie mogli.[2] Wtedy właśnie, dzięki jego staraniom, powstał prototyp rodzinnego domu dziecka – mała placówka rodzinna w Warszawie przy ul. Hożej 9, gdzie pod opieką przybranej matki wychowywało się 10 dzieci.
Te doświadczenia oraz wiedza zdobyta na studiach w Szwajcarii, gdzie poznał nowe tendencje w opiece nad dzieckiem, ukierunkowały jego 40-letnią działalność.
W 1908 r. opublikował we Lwowie pracę: W sprawie zorganizowania Krajowej Opieki nad dziećmi w Galicji, w której napisał: Nikt nie może zalecać w stosunku do dzieci stosowania masowego wychowania. Nauka ostatniej doby w rozwoju myśli pedagogicznej wypowiedziała się stanowczo przeciwko tworzeniu takich zbiorowisk wychowawczych. Dziecko wychowywać powinni rodzice... A dzieci sieroce?(…) Dla tych kraj powinien stworzyć rodzinę sztuczną, dać im własne domowe ognisko, własne gniazdo rodzinne, wolne od moralnej zarazy.[3]Kazimierz Jeżewski prawie 100 lat temu głosił, że należy dać sierotom ognisko rodzinne i wychowanie domowe.[4]
Dla realizacji tych idei powołał w 1908 r. Towarzystwo Gniazd Sierocych we Lwowie w dawnej Galicji. Pierwsze Gniazdo powstało w Stanisławczyku dzięki wytrwałym staraniom K. Jeżewskiego i hojności Księżniczki Karoliny Lubomirskiej, która była fundatorką Gniazda.
W Gnieździe opiekę znalazło dziesięcioro dzieci przybranych i dwoje dzieci rodziców Gniazda. Razem było ośmiu chłopców i cztery dziewczynki. Warto tu zaważyć, że Jeżewski był także pionierem wychowania koedukacyjnego; jako pierwszy uznał, że dziewczynki i chłopców należy wychowywać razem, tak jak w każdej rodzinie, bo rodzina jest koedukacyjna.
Przez pierwsze dwa lata Gniazdo w Stanisławczyku prowadził sam Jeżewski, wcielając w życie swoją koncepcję. O tym, że zadanie było bardzo trudne, świadczy fakt, że do 1910 r., a więc w ciągu dwóch lat, kilkakrotnie zmieniali się rodzice Gniazda. W końcu na stałe zostali nimi pp. Kawalec – ogrodnik z zawodu i jego żona.
Kiedy Gniazdo w Stanisławczyku umocniło się, Kazimierz Jeżewski wyjeżdża do Warszawy, gdzie osiada na stałe i podejmuje starania, aby formalnie zalegalizować Towarzystwo Gniazd Sierocych na terenie ówczesnej Kongresówki w zaborze rosyjskim.
Towarzystwo zostaje zalegalizowane 16 sierpnia 1911 r. Na prezesa K. Jeżewski pozyskał Stanisława Glezmera, przemysłowca i właściciela ziemskiego, człowieka energicznego, przekonanego o potrzebie racjonalnej opieki nad sierotami. Kazimierz Jeżewski zostaje dyrektorem Towarzystwa.
W grudniu 1911 r. Towarzystwo kieruje do społeczeństwa Odezwę Towarzystwa „Gniazd Sierocych”, w której tak m. in. określa cel swojej działalności:... pod opiekę bierzemy jedną tylko kategoryę najbiedniejszej dziatwy, tak zwane ”dzieci niczyje”, bez ojca, bez matki, samopas puszczone w świat, dla których nędza i głód są jedynymi kierownikami czynów, a wynaturzone namiętności starszych towarzyszów losu jedynymi bywają mistrzami „doskonałości”! I z dziecka, któreobecnie jest – gorzej niż martwym kapitałem społeczeństwa, chcemy wykrzesać człowieka.[5]
Inicjatywa Jeżewskiego uzyskała wsparcie znanych pisarzy: Marii Konopnickiej, Władysława Reymonta, Henryka Sienkiewicza i Elizy Orzeszkowej. Dzięki poparciu światłych ludzi oraz dzięki różnym fundatorom prywatnym do wybuchu I wojny w 1914 r. w Kongresówce powstało 7 nowych gniazd: w Tursku pod Staszowem powiat sandomierski, w Koziarówce obok Turska, w Marianówce pow. Sochaczew, w Puczycach pow. Siedlce, w Leosinie pow. Sokołów Podlaski, w Radzyniu oraz Gniazdo ewangelicko – augsburskie w Baniosze powiat grójecki.
Gniazda powstawały na wsiach, bo miały spełniać dwie główne funkcje: wychowawczą i gospodarczą, miały wychowywać porzucone dzieci i stać się ośrodkiem postępu na wsi. Było to zgodne z ówczesnymi ideami pozytywizmu i hasłempracy u podstaw.
Kazimierz Jeżewski zakładał, że dzięki pracy rodziców i wychowanków z czasem gniazda staną się samowystarczalne. Choć wielu uważało, że gniazda nie będą w stanie same się utrzymywać, to np. Gniazdo w Stanisławczyku stało się samowystarczalne pod względem gospodarczym po pięciu, a Gniazdo w Leosinie po trzech latach istnienia.
Praca wychowanków, była uregulowana przez Wewnętrzny regulamin Gniazda, który został spisany i przyjęty w 1916 r. Zawierał on wewnętrzny tryb życia Gniazd i wzajemny stosunek Rodziców do dziatwy, przykładowy rozkład dnia (zróżnicowany zależnie od pory roku), podział pracy, uwzględniający udział w pracach gospodarskich wychowanków zależnie od ich możliwości, płci i wieku.
Regulamin, którego piękny rękopis z autografem Kazimierza Jeżewskiego znajduje się w Archiwum Głównym Akt Dawnych, zawierał wiele treści związanych z szeroko pojmowanym wychowaniem. Jest w nim mowa o Stosunku Gniazda do wsi, o wyjazdach rodziców, także o sprawach wyżywienia (gdzie dopuszcza się kawę żytnią lub żołędziową i mleko, nie można natomiast podawać dzieciom herbaty, bo szkodliwa). Jest mowa o tym, jakie kary mogą być stosowane w wychowaniu i tam znajdujemy zapis: Nieodpowiednim jest naznaczanie jako kary dodatkowych robót. Praca ma być traktowana w Gnieździe, jako czynność piękna i szlachetna w samej sobie. Ma być wyrazem człowieczeństwa szlachetnego i poczucia obowiązku. W innym miejscu znajdujemy zapis: Gniazda maja dążyć do wychowania pożytecznych ludzi i darzenia sierot radością życia. Dla tej samej przyczyny nie wolno ani Rodzicom, ani innym dzieciom robić aluzji do pochodzenia któregoś z dzieci, wyśmiewać z nazwiska lub wyglądu, wynosić się jednym nad drugimi z powodu stosunków rodzinnych.[6]
W wyniku I wojny światowej, która wybuchła w 1914 r., Polska odzyskała niepodległość, ale wojna przysporzyła sierot, zubożyła społeczeństwo, spowodowała znaczne straty. Zniszczenia wojenne mocno odczuły gniazda, które nie zaprzestały działalności, mimo zniszczeń, biedy i rekwizycji. Pierwsze gniazdo w Stanisławczyku zostało całkowicie zniszczone, inne w znacznym stopniu zdewastowane przez działania wojenne. Nie było pieniędzy na opłacanie opieku-nów. O działalności gniazd w czasie wojny można znaleźć informacje w Pamiętniku XX – lecia Gniazd Sierocych (1908 – 1928), w którym czytamy: Przez cały czas wojny gniazda dawały opiekę i egzystencję stale stu sierotom od 3 do 17 lat.(...) Zarząd nie miał pieniędzy, aby pomóc gniazdom w odbudowie zniszczonych gospodarstw. Gniazda leczyły swe rany własnymi siłami, nadmierną pracą opiekunów – gospodarzy i dzieci.(...) Nie było czym młodzieży przyodziać: – na dwunastu np. uczniów naszych w szkole rolniczej w Brzozowej (w Sobieszynie) w 1917 roku mieliśmy tylko 5 par butów. Waga ciała wychowanków naszych zamiast wzrastać, często nawet opadała.[7]
Wojna przysporzyła sierot i biedy, rozmieszczenie gniazd w różnych rejonach kraju utrudniało ich wspieranie i kontrolowanie, wówczas narodziła się idea wiosek sierocych. Już w 1918 r. Kazimierz Jeżewski zwrócił się do przywódców ugrupowań sejmowych z apelem o utworzenie Wiosek Kościuszkowskich (w 1917 r. była setna rocznica śmierci Tadeusza Kościuszki), w których miało się stale po wieczne czasy wychowywać 1 000 sierot z pierwszeństwem dla sierot po żołnierzach, dla sierot ofiar wojny.[8]Sejm, obradując w 1919 r. nad uczczeniem setnej rocznicy śmierci Kościuszki, jednomyślnie przyjął wniosek Klubu Poselskiego PSL – Wyzwolenie o utworzenie Fundacji Państwowej pod nazwą Wieś Kościuszkowska jako żywy pomnik ku czci Tadeusza Kościuszki. Rząd miał w ciągu miesiąca opracować projekt ustawy i statut fundacji. Ustawę uchwalono jednak dopiero 23 marca 1929 r.
Nie czekając na ustawę, której uchwalenie przeciągało się, Towarzystwo Gniazd Sierocych w 1922 r. weszło w porozumienie z władzami woj. pomorskiego i podjęło prace przygotowawcze do utworzenia wioski. Ostatecznie w lipcu 1929 r. rozpoczęto przygotowanie terenu dla pierwszej wioski kościuszkowskiej na terenie wydzielonym z państwowego majątku Rogoźno – Zamek w pow. grudziądzkim.
W Podręcznej Encyklopedii Pedagogicznej z 1925 r. pod hasłem TOWARZYSTWO GNIAZD SIEROCYCH we fragmencie PROJEKTY REFORMATORSKIE K. Jeżewski napisał: Praktyka wykazała, że lepiej jest ze względów wychowawczych, ekonomicznych i promieniowania kulturalnego skupić gniazda w wioski (po kilkanaście gospodarstw) i poddać je pod stałą kontrolę i wpływ instruktora, który stale mieszkałby w wiosce.(...) Wykształcenie sierot byłoby lepiej postawione w wiosce sierocej, która by miała swoją szkołę powszechną.[9]
Kazimierz Jeżewski zakładał, że wioska powinna powstać w każdym powiecie jako ognisko gospodarczej i społecznej kultury. We Wsi Kościuszkowskiej w Rogoźnie miało być 10 gniazd, ale z uwagi na kryzys gospodarczy powstały tylko trzy. W okresie międzywojennym powstały jeszcze 2 nowe gniazda: koło Lidy i koło Przasnysza.
Statystyka z roku 1931, czyli po 23 latach działalności Towarzystwa Gniazd Sierocych, wykazała, że w gniazdach wychowało się 554 dzieci, zwykle od wczesnego dzieciństwa do pełnego usamodzielnienia, do chwili uzyskania zawodu. Trzeba tu pamiętać, że przed uzyskaniem niepodległości placówki opiekowały się sierotami i dziećmi porzuconymi do wieku 12–14 lat. W niepodległej Polsce w ustawie o opiece społecznej z 1923 r. obowiązek opieki nad sierotami kończył się z 16 rokiem życia, bez względu na stopień usamodzielnienia wychowanków. Na wydłużenie okresu pobytu dziecka w placówce miały zapewne wpływ osiągnięcia gniazd sierocych.
Wychowankowie opuszczali gniazda w wieku 16 lat. Podejmowali praktyczną naukę zawodu, albo kształcili się na wyższym poziomie. Pozostawali jednak nadal pod opieką Towarzystwa Gniazd Sierocych aż do usamodzielnienia wychowanków w pracy zawodowej, przy czym kierunek przygotowania zawodowego miał odpowiadać uzdolnieniom i zainteresowaniom wychowanków.[10]
Dla dalszego kształcenia i usamodzielniania stworzył K. Jeżewski Fundusz Kształcenia Zawodowego i Fundusz Posagowy.
Kazimierz Jeżewski bacznie obserwował funkcjonowanie gniazd i o ile w pierwszych latach działalności zakładał, że może w nim wychowywać się nawet 15 dzieci (łącznie z dziećmi osób prowadzących gniazdo), to w 1931 r. pisał: przekonałem się na życiu różnych gniazd, że gromada 15 – ga sierot, pierwotnie dawana do gniazda, stanowi z rodzonymi dziećmi opiekunów – zbyt dużą gromadę i gniazdo rodzinne przekształciło się w „zakład”. Stopniowo przeto wzmacnialiśmy warsztat pracy gniazda, a zmniejszaliśmy ilość sierot w gnieździe do dziesięciorga. Ale i ta liczba dzieci, przydatnych do rodzinnego grona, jest zbyt duża. Należy ją zredukować do 5–6.[11]
Zgodnie z tym założeniem w gniazdach Wioski Kościuszkowskiej liczba dzieci przyjętych do rodziny prowadzącej gospodarstwo rolne została ograniczona do 5, a w osiedlu mieszkaniowym do 3.
Po wybuchu II wojny światowej Towarzystwo działało nielegalnie. W Warszawie zorganizowano dwie Bursy Gniazdowe dla wychowanków. Działały trzy gniazda: koło Sochaczewa, Miechowa i koło Tarnobrzega. Po Powstaniu Warszawskim Kazimierz Jeżewski przebywał z dziećmi koło Zakopanego, a następnie w Krakowie. Po wyzwoleniu wraca do Warszawy i podejmuje starania o reaktywację Towarzystwa Wiosek Kościuszkowskich.
Jest wiele powojennych sierot, władze są przychylne koncepcjom idei gniazd sierocych i wiosek kościuszkowskich. Towarzystwo dostaje duże majątki ziemskie w woj. Gdańskim i poznańskim. Tam powstały gniazda, a także szkoły i przedszkola prowadzone przez Towarzystwo, powstały bursy, zorganizowano kolonie dla dzieci ze zniszczonej Warszawy.
W 1946 r. w 200 rocznicę urodzin Tadeusza Kościuszki, Kazimierz Jeżewski wydaje broszurę Wioski i Ogniska Kościuszkowskie, gdzie pisze: Wiosek będzie dużo, bo w każdym powiecie. Wystarczy roboty dla wszystkich ugrupowań demokratycznych.[12]Stale pracuje nad planem pierwszej wioski powojennej zlokalizowanej pod Gdańskiem. Poszukuje opiekunów i wychowawców, pisze listy do byłych wychowanków przebywających za granicą, na Zachodzie, aby wracali do kraju. Niektórzy wychowankowie już pracują w wioskach i w Towarzystwie w Warszawie. K. Jeżewski jest chory, częściowo sparaliżowany, ale ciągle zajęty sprawami gniazd i wiosek. Jest zaniepokojony zmianami w stanowisku władz państwowych, jakie zachodzą w stosunku do organizacji społecznych. Pomimo pomyślnego rozwoju i sukcesów Towarzystwa Gniazd Sierocych i Wiosek Kościuszkowskich, które pod koniec 1947 r. miały pod opieką 350 wychowanków, władze administracyjne na początku 1948 r. zaczęły przygotowywać likwidację Towarzystwa.
Kazimierz Jeżewski zmarł nagle 15 marca 1948 r. W 1949 r. rozwiązano Towarzystwo. „Gazeta Krakowska” zamieściła notatkę: Istniejące od 42 lat Towarzystwo Gniazd Sierocych dobrze zapisało się w pamięci społeczeństwa (..) Obecnie, w związku z centralizacją opieki nad sierotami, domy dziecka należące do Towarzystwa przejmuje Kuratorium szkolne, a internat dla dziewcząt w Krakowie – Towarzystwo Burs i Stypendiów.
Nie powiodła się próba rozszerzenia idei rodzicielstwa zastępczego w oparciu o doświadczenia Kazimierza Jeżewskiego, nie znalazła uznania u nowej władzy idea rozwijania opieki nad dziećmi osieroconymi i porzuconymi przy aktywnym udziale organizacji społecznych. Zwyciężyła idea centralizacji zadań opiekuńczych realizowana w państwowych domach dziecka.
Gniazda i inne instytucje związane z Towarzystwem Gniazd Sierocych i Wiosek Kościuszkowskich wychowały trzy pokolenia dzieci osieroconych i porzuconych, razem ponad 1200 wychowanków. Helena Radlińska – pedagog społeczny, która nie zawsze zgadzała się z poglądami K. Jeżewskiego, napisała, że wychowankowie gniazd dobrze się zaznaczyli w życiu społecznym.
Choć Towarzystwo zostało zlikwidowane, gnieździacy spotykali się co roku w rocznicę śmierci K. Jeżewskiego i zastanawiali się nad możliwością reaktywowania Towarzystwa zgodnie z deklaracją ideową przyjętą jeszcze w 1948 r. Głosiła ona: zasadniczą ideą i programem Towarzystwa jest opieka nad sierotami, dziećmi opuszczonymi przez danie im zastępczego domu rodzinnego. Na spotkaniu gnieździaków 17 marca 1957 r. powołano 11-osobową Komisję, która podjęła starania w sprawie reaktywowania Towarzystwa.
Komisja, jak napisał Wacław Welczer, bliski współpracownik Kazimierza Jeżewskiego, z uwagi na ogólną potrzebę jedności działania w dziedzinie społecznej opieki nad dziećmi postanowiła zgłosić swój akces do reorganizowanego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, wysuwając jednocześnie program wychowania sierot w rodzinach zastępczych. Tak doszło do powstania Koła Przyjaciół Dzieci im. Kazimierza Jeżewskiego w 50-tą rocznicę powstania pierwszego gniazda. Koło skupiało współpracowników i byłych wychowanków gniazd sierocych. Działali w nim aktywnie Wacław Welczer i Jan Przewłocki. Popularyzacja idei Kazimierza Jeżewskiego, którą prowadziło to koło, wywarła niewątpliwy wpływ na odrodzenie idei organizowania opieki nad dziećmi osieroconymi i porzuconymi w zastępczym środowisku rodzinnym.
W 1957 r. Ministerstwo Oświaty rozpoczęło prace nad rozszerzeniem form opieki nad dzieckiem i w lutym 1958 r. przekazało kuratorom oświaty pismo określające wstępne warunki tworzenia rodzinnych domów dziecka na zasadzie eksperymentu pedagogicznego. Tak doszło do utworzenia na jesieni 1958 r. dwóch pierwszych rodzinnych domów dziecka w Szczecinie i w Świdwinie.[13]
Przez pierwsze 10 lat, do 1968 r., staraniem władz oświatowych utworzonych zostało 7 kolejnych rodzinnych domów.
Do popularyzacji idei rodzinnych domów dziecka w sposób znaczący przyczyniło się Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, a szczególnie działacze Stołecznego Zarządu TPD. Już w 1960 r. powołany został pierwszy w kraju Ośrodek Adopcyjno – Opiekuńczy w Warszawie, który w sposób profesjonalny organizował zastępczą opiekę nad dziećmi opuszczonymi i porzuconymi. Pierwsze lata jego działalności koncentrowały się wokół adopcji dzieci. Następnym etapem było organizowanie rodzin zastępczych, a kolejnym przygotowywanie kandydatów do prowadzenia rodzinnych domów dziecka.
Rocznicowe obchody działalności Kazimierza Jeżewskiego zorganizowane przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci w 1968 r. zapoczątkowały tworzenie (jak dziś byśmy to określili) niepublicznych rodzinnych domów dziecka. W 1968 r. podczas sesji naukowej poświęconej działalności Kazimierza Jeżewkiego przedstawiciele Zarządu Stołecznego TPD zgłosili gotowość przystąpienia do tworzenia rodzinnych domów dziecka.[14]
Pierwszy tepedowski rodzinny dom utworzony został jeszcze w 1968 r. w Serocku k/Warszawy. W 1974 r. Towarzystwo prowadziło 8 rodzinnych domów i skutecznie propagowało tę formę opieki.
Lata siedemdziesiąte i pierwsza połowa osiemdziesiątych to okres dynamicznego rozwoju rodzinnych domów dziecka w całym kraju. W 1985 r. funkcjonowało 158 domów. Prowadzący rodzinne domy utrzymywali wzajemne kontakty, wspierali się, a w maju 1988 r. z inicjatywy 30 domów powołali swoisty samorząd: Specjalistyczne Koło Rodzinnych Domów Dziecka przy Zarządzie Głównym TPD. Zasadniczym celem koła była pomoc wzajemna, wymiana doświadczeń. Koło powołało Fundusz Interwencyjny Rodzinnych Domów Dziecka, który miał gromadzić środki dla wspierania domów rodzinnych. Członkowie Zarządu Koła reprezentowali domy na zewnątrz i propagowali ideę rodzinnej opieki. Brali czynny udział w pracach nad pierwszym Statutem Rodzinnych Domów Dziecka, który obowiązywał w latach 1989 – 1991.
Rodzinne domy dziecka funkcjonowały w ramach resortu edukacji jako element systemu opieki całkowitej. W 1976 r. zostało wydane pierwsze zarządzenie regulujące zasady organizacji i funkcjonowania rodzinnych domów dziecka (Dz.U. rz. MOiW 1976 nr 8 poz. 53), które z niewielkimi modyfikacjami funkcjonowało do 1994 r. W 1994 r. Ministerstwo Edukacji Narodowej wydało rozporządzenie, które niekorzystnie odbiło się na funkcjonowaniu tej rodzinnej formy opieki. Rozporządzenie to zakwalifikowało rodzinne domy do kategorii placówek opiekuńczo-wychowawczych (Dz. U. z 1994 nr 41 poz. 156). Rozporządzenie ministra edukacji narodowej o placówkach opiekuńczo – ychowawczych traktuje rodzinne domy nie jako rodzinę, lecz jako placówkę, co ma konsekwencje formalne. Np. jedną z nich był obowiązek prowadzenia kart odzieżowych dla wychowanków, co formalizuje ten element pracy (...) naruszając rodzinny charakter wzajemnych więzi dzieci przybranych z opiekunami.[15]
Pod koniec lat osiemdziesiątych zaznaczyła się wyraźna tendencja spadkowa, więcej domów ubywało niż powstawało nowych. W 1994 r. działały już tylko 134 rodzinne domy. Ze względów finansowych znacznie zmalała aktywność na tym polu Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, większość domów przejęły kuratoria oświaty.
Reforma administracyjna kraju w 1999 r. – nowy podział na województwa i powiaty – w początkowym okresie znacznie zaburzyła funkcjonowanie rodzinnych domów dziecka. Opieka nad dzieckiem osieroconym i porzuconym stała się zadaniem powiatu, a nie – jak dotychczas – województwa. Kolejna reforma w 2000 r. „przeniosła” opiekę nad dzieckiem, w tym rodzinne domy dziecka, do resortu pomocy społecznej. Od tego czasu powoływanie i prowadzenie rodzinnych domów dziecka (placówek rodzinnych) leży w gestii starostów, reprezentowanych przez powiatowe centra pomocy rodzinie i miejskie ośrodki pomocy rodzinie. Nadzór merytoryczny nad działalnością domów rodzinnych formalnie sprawują wydziały pomocy społecznej urzędów wojewódzkich. Nadzór ten w rzeczywistości ma charakter formalny. Praktycznie rodzinne domy dziecka zostały pozbawione wsparcia merytorycznego i tylko niewielka część może korzystać z profesjonalnego wsparcia ośrodków adopcyjno – opiekuńczych. Tylko niektóre powiaty, głównie w dużych miastach, mają ośrodki, a starostowie niechętnie wyrażają zgodę na korzystanie ze wsparcia ośrodków z innych powiatów.
Skoncentrowanie opieki nad dzieckiem osieroconym i porzuconym w powiatach, pilnie „strzegących swoich granic”, nie sprzyja wymianie doświadczeń i doskonaleniu zastępczej opieki rodzinnej. Zamarła samorządność rodzinnych domów i znacznie osłabły wzajemne kontakty, zwłaszcza pomiędzy domami z różnych województw. Trudności w pozyskiwaniu środków finansowych utrudniają organizowanie ponadregionalnych szkoleń. W tym zakresie działalność prowadzą jedynie organizacje pozarządowe i fundacje działające na rzecz rodzicielstwa zastępczego.
Prowadzący rodzinne domy dziecka podejmują próby jednoczenia środowiska i dążą do wyłonienia swojego przedstawicielstwa. W tym celu osoby prowadzące domy w kilku województwach zorganizowały w 2001 r. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Pracowników Rodzinnej Opieki nad Dziećmi, do którego, prócz prowadzących rodzinne domy dziecka, należą także rodzice zastępczy.
Kolejną inicjatywę w 2004 r. podjęli rodzice zastępczy i prowadzący rodzinne domy, przedstawiciele organizacji pozarządowych propagujący rodzicielstwo zastępcze oraz osoby związane zawodowo lub społecznie z tym środowiskiem, zawiązując Koalicję na Rzecz Rodzicielstwa Zastępczego. Zadaniem Koalicji jest współdziałanie i współpraca w zakresie rozwoju i wspierania rodzinnych form opieki zastępczej. Koalicja przez kontakty na różnych poziomach pomocy społecznej, zabiega także o kształtowanie partnerskich stosunków między rodzicami zastępczymi i pracownikami pomocy społecznej. Obecnie stosunki te bardziej przypominają relację petenta z urzędnikiem, niż partnerów w działalności na rzecz dzieci wychowywanych poza rodziną własną.
Środowisko związane z zastępczą opieką rodzinną widzi potrzebę nowelizacji przepisów stanowiących o kształcie systemu opieki nad dzieckiem osieroconym i opuszczonym. Aktualnie członkowie Koalicji dyskutują nad projektem ustawy o rodzicielstwie zastępczym, która stworzyłaby rzeczywiste warunki prawne i finansowe dla profesjonalizacji tych form opieki nad dzieckiem, a więc różnego typu rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka. Do podobnych wniosków dochodzą naukowcy badający funkcjonowanie zastępczej opieki nad dziećmi i młodzieżą.
Sławomir Legut swój artykuł Rodziny zastępcze a wybrane aspekty polityki społecznej państwa kończy słowami: Badania systemu opieki zastępczej w Polsce potwierdzają, iż warunkiem koniecznym rozwiązywania problemów społecznych w miejscu ich powstania jest zaangażowanie zarówno lokalnej wspólnoty, jak i samorządu, warunkiem wystarczającym – skuteczny system prawny i finansowy.[16]
* * *
Dzisiejsza rzeczywistość i stuletnia przeszłość upoważniają do stwierdzenia, że rodzinne domy dziecka są jednym z najbardziej skutecznych sposobów ograniczania sieroctwa społecznego i przygotowania dzieci i młodzieży do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. Próba zastąpienia rodzinnych domów przez zawodowe wielodzietne rodziny zastępcze, która pojawiła się w propozycjach Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w 2003 r. podczas dyskusji nad nową ustawą o pomocy społecznej, nie powiodła się. Jest dużo więcej chętnych do założenia rodzinnych domów dziecka, niż wielodzietnych rodzin zastępczych, które mniej może absorbują służby socjalne, ale dla rodziców zastępczych są z różnych, także materialnych przyczyn, nadmiernie obciążające.
Oceniam, że niewątpliwie pozytywnym zjawiskiem jest wzrost liczby rodzinnych domów. W 2000 r. funkcjonowało 136 rodzinnych domów publicznych i prowadzonych przez różne stowarzyszenia i fundacje. W 2006 r. według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, było już 267 domów, w których wychowywało się 2252 dzieci – to jest 8,5% wszystkich wychowanków domów dziecka (jeśli zsumujemy liczbę dzieci wychowujących się w dużych domach i rodzinnych).
Choć wzrasta ilość rodzinnych domów, to jednak nadal w pierwszej kolejności dzieci są kierowane do dużych placówek. Badania udostępnione przez Fundację Świętego Mikołaja prowadzone w 2004 r. przez Kubę Antoszewskiego z Millward Brown SMG/KRC wykazały, że 71% dzieci trafia do rodzinnych domów z dużych placówek takich, jak domy dziecka (44,2%) i pogotowia opiekuńcze (26,8%).
O jakości wychowania w rodzinnych domach świadczą osiągane przez wychowanków wyniki w nauce. Według cytowanych powyżej badań 43% wychowanków kończy szkoły pomaturalne, w tym 32% szkoły wyższe. Dzieje się tak, choć 73,6% dzieci w chwili przyjęcia do rodzinnego domu ma opóźnienia edukacyjne i aż 92,5% opóźnienia rozwojowe.
Rodzinne domy dziecka są we wszystkich województwach; najwięcej jest ich w woj. dolnośląskim – 45, następne to woj. śląskie – 26 domów, najmniej w opolskim – 2 i podlaskim – 3, ale w samym tylko Wrocławiu jest ich 28. Wrocław to jedyne duże miasto, w którym więcej dzieci wychowuje się w rodzinnych domach dziecka, niż w dużych domach.
Licząc starannie środki przeznaczone na opiekę na dziećmi wychowującymi się w placówkach opieki całkowitej, władze niektórych miast i powiatów dostrzegły, że utrzymanie dziecka w placówce rodzinnej jest tańsze, niż w dużym domu dziecka. Wzrasta także świadomość, że warunki rodzinne są niezbędne dla wychowania dzieci i nawet bardzo dobrze zorganizowany dom dziecka nie jest w stanie zastąpić rodziny.
Przerwa między zakończeniem działalności gniazd sierocych w 1949 r., a powstaniem pierwszych rodzinnych domów dziecka w 1958 r. trwała 9 lat, dlatego wydaje mi się uprawnione świętowanie w 2008 r. STULECIA RODZINNYCH DOMÓW DZIECKA, bo przecież gniazda sieroce oparte były na tej samej idei: wychowywania gromadki dzieci w warunkach rodzinnych. Ta idea nie zestarzała się.
Barbara Passini
Dr Barbara Passini jest dyrektorem Krajowego Ośrodka Adopcyjno-
Opiekuńczego TPD w Warszawie.
[1] W. Żelazko, Kazimierz Jeżewski i jego dzieło, Warszawa, 1965 CPARA druk powielony, s.48
[2]J. Przewłocki, W 70 rocznicę założenia Towarzystwa Gniazd Sierocych w Warszawie, druk powielony s. 1 i 2
[3] J. Przewłocki, Kazimierz Jeżewski (zarys biograficzny), Przyjaciel Dziecka 1977 r. s.14
[4] J. Przewłocki, W 70 rocznicę założenia Towarzystwa Gniazd Sierocych w Warszawie, Przyjaciel Dziecka 1978r. s.16
[5] J. Przewłocki, W 70 rocznicę założenia Towarzystwa Gniazd Sierocych w Warszawie, Przyjaciel Dziecka 1978 r. s.16
[6] Protokół posiedzenia Zarządu odb. w dn. 1 lutego 1916 r., fotokopia oryginału w zbiorach autorki
[12] Podaję za: J. Porzewłocki, Kazimierz Jeżewski (zarys biograficzny), Przyjaciel Dziecka 1977 r. s 15
[13] 13Patrz: A. Kelm – Rodzinne domy dziecka; w: Encyklopedia Pedagogiczna XXI w. red. T. Pilch
[14] J. Przewłocki – Rodzinny Dom Dziecka Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, w: Odzyskane Domy Rodzinne, red. A. Kelm, WSiP, Warszawa 1976 r. s. 27
[15] A. Kelm, Z historii rodzinnych domów dziecka, w: Odzyskane domy rodzinne. Czwarte podsumowanie doświadczeń rodzinnych domów dziecka w Polsce, red. A. Kelm, Wyd. Żak, Warszawa 2006.
[16] S. Legut – Rodziny zastępcze a wybrane aspekty polityki społecznej państwa, w: Opieka zastępcza nad dziećmi i młodzieżą – od form instytucjonalnych do rodzinnych, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2004